20 listopada 2009

czwarty dzień ....

... nie lataliśmy. Jeden dzień odpoczywaliśmy, pogoda była lotna ze słabym wiatrem może trochę dziwna jak na tutejsze warunki odpoczywaliśmy po 3 dniach latania i powrotów z latania. Następnego dnia spadł deszcz co jest tutaj ewenementem o tej porze roku. Następnego dnia pojechaliśmy na startowaisko ale nie zdecydowaliśmy się na start bo za mocno wiało, dziś podobnie.

Oglądamy tutejsza przyrodę na każdym kroku, nawet w naszej hotelowej łazience mieszkają dwie żabki a z hotelowej werandy podziwiamy duże i małe jaszczurki i wieksze (od tych łazienkowych) żaby skaczące po drzewkach. Wieczorem niestety inni, bzyczący, przedstawiciele miejscowej fauny pragna sie nami posilić. Wczoraj Peson spotkał niewielkiego węża po drodze do pokoju. Jest egzotycznie i gorąco. Na niebie piękne cumulusy o podstawach na ponad 2000, tylko dlaczego nie latamy ...

17 listopada 2009

Dłuuugie 200 km

Jest tu 3 Szwajcarów francusko języcznych, uzgodnilismy, że połączymy wysiłki zwózkowe. Oni lataja bez używania radia (!!!) także nie bedziemy im przeszkadzac gadając w powietrzu po polsku.
Przez godzinę woziliśmy się całą piatką na żaglu nad górka. Po pierwszym kominie wszyscy się rozsypali. Ja chciałem początkowo lecieć bardziej na południe - po chmurach, Peson zaproponowal "z wiatrem", przeskoczyliśmy nad następne górki - a w zasadzie - wielkie, granitowe, kamienie wystajace z płaskiego. Po drodze dusiło, no i doszliśmy niewiele powyżej szczytów. Przeleciałem na zawietrzną jednej gorki bez miejsca do lądowania i oparłem się o następna ścianą z lądowiskiem pod spodem. Jakoś zabrałem się w półtorametrowej "szpili" razem z ptakami a Peson został i spadł jeszcze nizej.
Latają tu takie, niezbyt duże, czarne ptaki (Urubu). Mam wrażenie, że nie są tak dobre w lataniu na termice jak nasze orly, myszołowy czy inne sępy z ktorymi latalem do tej pory ale nie boją się i mają podobne osiągi jak glajt - to samo opadanie, czasami udaje mi się je 'zrobić' w komine a czasem one są lepsze ... ale może im się nie chce po prostu ...
Kawałek dalej dogoniłem Szwajcarów, którzy latają na identycznych boomerangach. Potem ich przegoniłem a potem spadłem nisko przed jeziorem. Jeden z nich doleciał do mnie i razem ratowalismy sią z parteru. Peson zameldował, ze leci dalej a był naprawdę nisko, padł potem o tej samej godzinie co poprzednio koło 50 km.
Potem widywałem któregoś ze Szwajcarów trasie jeden komin przede mna. W sumie leciało się powoli było za dużo chmur, dużo cienia, słaby wiatr (10-15 km/h) nie pomagał za bardzo a jego kierunek zmieniał się. Dzień się kończył kiedy dolecialem do klifu i granicy stanu, zdecydowałem się lądować koło miejscowosci Poranga, kiedy dolecialem z 3 stron pojawily sie nad misteczkiem 3 glajty 2 szwajacarow i ja. Z jednym z nich ladowalismy koło siebie na polu za cmentarzem. Przybiegla setka ludzi, dzieci i starszych. Zdażyliśmy się spakować kiedy przyjechał kierowca a drugi Szwajcar dojechal przywieziony na motorze. Drugi kierowca z Pesonem w samochodzie szukali jeszcze po ciemku trzeciego Szwajcara, ktory przekroczył o kilka kilometrow granice stanu Ceara.

trasa lotu

16 listopada 2009

Wpadka na maksa

Lecieiśmy z Pesonem w ścisłej parze no i 'nieźle żarło', było już właśnie coraz lepiej aż z nagła zaatakował nas wielki błękit. 15 minut po lądowaniu niebo zmieniło się na takie o jakim każdy paralotniarz czy szybownik marzy.
Padliśmy blisko siebie, mieliśmy na ziemi zasięg 'na radiu'. Ja ladowałem koło jakiegoś gospodarstwa. Przyszlo kilka osób. Spakowałem się w cieniu i czekałem na przyjazd samochodu towarzyszył mi Franco (5 dzieci) i Fernando (tylko 1 dziecko), ja za pomocą rozmówek trenowalem portugalski w wersji bardziej ekstremanej niż poprzedniego dnia w restauracji.
Tam gdzie lądujemy jest straszna bieda ale każdy domek, nawet taki z cegły suszonej na słońcu ma conajmniej jedną antenę satelitarną. Pytałem się Durvala, naszego kierowce, czy to państwo rozdaje te anteny. Powiedzial mi, że nie rozdaje ale dotuje i są bardzo tanie i że "jeżeli my nie damy im telewizji to oni dadzą nam więcej dzieci".
Durval jest programistą z Sao Paulo. Przyjechal tutaj swoim samochodem 3500 km żeby jeździc jako kierowca. Sam też jest pilotem.

Wielkie krzaczory

Mamy tutaj wszyscy lokalizatory satelitane (http://www.findmespot.com/ ) można na żywo ogladać jak lecimy i nasi supporterzy śledza trasę naszego lotu tak aby nas znaleźć. Latamy tutaj nad terenem bez zasiegu GSM ... i bez niczego wogóle, ale zasadniczo są jakieś drogi i domki nawet w środku pampy. W ten pierwszy dzień startowaliśmy dosyć późno. Wiatr na starcie wyglądał groźnie ale wszystko bez problemów. Poczatek lecieliśmy w 4 glajty ale po 2 kominach Peson był nisko a ja wysoko i podpuścił mnie żebym leciał i nie czekał na niego.

Lecialem ostroznie i wolno w sumie bez wiekszych stresow. Jak dolecialem do granicy stanu Ceara bylo juz pozno a chwile wczesniej dostalem meldunek od naszego kierowcy Durvala, ze jedzie po Pesona, który ladował koło 100 km. Granica stanu jest wyraznie widoczna bo tworzy ja wysoki na ok. 300 m klif a potem jest plaskowyz porosniety wyraznie bardziej zielona roslinnoscia ... no i slady cywilizacji sa tam szczatkowe. Biorac pod uwage pozna godzine, pierwszy dzien i koniecznosc lecenia w nieznane krzaczory zdecydowalem sie wrocic do cywilizacji i polecialem na polnoc w kierunku miejscowosci Crateus.

Ladowalem w malej wiosce, przybieglo mnostwo dzieci. Robily sobie zdjecia komorkami (choc nie bylo zasiegi z promieniu 30 km) ale zawsze sie najpierw pytaly czy mozna. Rozdalem reszte cukierkow ktore zabralem do latania. Byl tez miejscowy chlopak na oko 20 letni z dobrze wygladajacym pickupem. Uzgodnilismy, ze zawiezie mnie do Crateusa, ale najperw musial pojechac do sasiedniej wioski zeby zabrac dukumenty do auta. Tam przedstawil mi (chyba) zone i miesiecznego synka ubranego tylko w pampersa. Wygladalo, ze ma sklepik gdzie 'po gratisie' do transportu (50 reali - nie targowalem sie) dostalem cole i pieczywo (dobre). Jechalismy ponad godzine (mlodszy brat kierowcy na pace razem z glajtem) po drogach ... zoltych, znaczy glinianych. Po drodze bylismy na meczu pilki noznej - to przeciez sobota. W Crateusie czekalem w knajpie w centrum i od razu zostalem zaproszony do stolika przez 3 brazylijki w roznym wieku, szczegolnie ta najmlodsza zapalala szczegolnym afektem. Martwila sie, ze nie bede mial gdzie spac i ze u niej moge bo autobus to Quixady jest dopiero rano ... no ale koledzy dali rade wybawić mnie z opresji.

trasa lotu

Podróż

Z Katowic wyjechaliśmy o 9:30, samolot do Londynu był ok. 16:30, poszwendaliśmy się po Heathrow i potem polecieliśmy do Sao Paulo po drodze przelecieliśmy nad Fortaleza (i obejżeliśmy połowe "Odlotu" - 'Ameryka Południowa, to tak jak Ameryka tylko, że POŁUDNIOWA'). Potem Peson zgubił mi się na lotnisku w Sao Paulo a trzeba było odebrac bagaz... no ale daliśmy radę. Potem krótki locik do Fortalezy, tam taksówka na dworzec autobusowy i autocarro do Quixada. W sumie 36 h, bajka.

31 sierpnia 2009

Paralotniowe Mistrzostwa Polski 2009

Zakończyły się tegoroczne Paralotniowe Mistrzostwa Polski rozgrywane w Słowenii w Alpach Julijskich. Odbyło się 5 konkurencji.

Mistrzem Polski został Rafał Łuckoś, pierwszym wicemistrzem Michał Gierlach, drugim wicemistrzem Wojciech Maliszewski ...

6 sierpnia 2009

Polish Paragliding Open, Zdrowiej Mikołaj!

Się dzieje! Na razie rozegraliśmy 3 konkurencje, prowadzi Mikołaj Szorochow. Mikołaj jest poważnie chory, ma problemy m.in. z chodzeniem, startuje z pomocą innych ale lata fantastycznie! Wszyscy trzymamy kciuki za jego powrót do formy!

W pierwszej konkurencji mieliśmy zderzenie nad startem młodego Rosjanina z Hindusem. Wyglądało dramatycznie ale obaj rzucili paczki i nikomu nic się nie stało. Siara za to rozwalił sobie nogę o kamienie przy starcie, miał operację w szpitalu w Plowdiv ale już tutaj wrócił na kamping ... a nie mogli go dłużej potrzymać ;-).

Najdłuższa, jak na razie, druga konkurencja była też najciekawsza taktycznie, bo było kilka wariantów trasy. Mój wariant nie wypalił za dobrze, niestety.

W trzeciej konkurencji Jędrzej lądował wysoko w górach. Ratownicy znieśli go dopiero rano. Niedzwiedzie go nie zjadły, podobno wolały borówki.

Wczoraj był dzień bez pogody, pojechaliśmy kąpać się w basenie w miejscowości Hisar. Rozergaliśmy mecz wodnego rugby Polska - Polska. Polska wygrała! Dana Łososiowa robiła zdjęcia i odgraża się, że je opublikuje.

22 lipca 2009

Red Bull XAlps

Najbardziej popularna wśród kibiców impreza paralotniowa na świecie właśnie się "dzieje". Na razie bez niespodzianek - w czubie 3 Szwajcarów, Francuz i Amerykański Czech. Polski reprezentant Filip Jagła na razie nie miał szczęścia ale jeszcze 666 km szansy przed nim.

17 lipca 2009

PWC Buzet, Task 6

Dziś uleciałem całe 10 km. Własnie jestem w biurze i obserwuję jak pierwsi wracają z pierwszego punktu zwrotnego, który był 30 km pod wiatr reszta powinna się im raczej udać także chyba dziś te zawody sie zakończą (po 6-ciu taskach za 1000 pkt.). Blisko mnie padła Klaudia i Sławek, nie wiem jak Łosoś i Michał.

Wystartowałem późno ale dogoniłem pierwszą grupę, lataliśmy wszyscy nisko dużym tłoku nad taką niewielka górka przed głównym pasmem. Jakiś Advance (Tomek Brauner?) wykręcał się z parteru po nawietrznej skoczyliśmy do niego w kilkanaście glajtów ale nas 'zjadło'.

16 lipca 2009

PWC Buzet, Task 4 i 5

Wczoraj 'dupa' i dziś też 'dupa' ...

Wczoraj była konkurencja po grani z lataniem nisko - dupą po krzakach -dziś wiekszość nad średnio-płaskim w bardzo słabych warunkach. Wczoraj Łosoś był w czubie dziś jeszcze nie wiem jak polecieli Łosoś i Spike. Klaudia lądowała niedaleko ode mnie.

Wczoraj ze Spike-m pojechaliśmy nad morze wykąpać się ale pół godziny w morzu nie wpłyneło jakoś na poprawę mojej formy do latania w słabych warunkach.