Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alpy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alpy. Pokaż wszystkie posty

25 lipca 2013

Latanie biwakowe. Cześć 2.

- Kiedy można zacząć latać biwakowo?
- To proste, jeżeli się zastanawiasz kiedy zacząć to znaczy, że ten czas już nadszedł ...

Bardzo trudno jest komuś doradzić, kiedy może zacząć robić coś, powszechnie uważanego za "niezwykle trudne" i "śmiertelnie niebezpieczne". Pytanie: "kiedy można zacząć latać biwakowo" jest, źle postawione. Nie ma jednego najlepszego na świecie sposobu latania biwakowego i nikt (na szczęście) nie wydaje na to żadnych papierów ani wpisów do licencji a uprawnienia do noszenia paralotni w plecaku, po drogach publicznych, nie są nigdzie wymagane. Do tej pory spróbowało to robić "na poważnie" prawdopodobnie kilkadziesiąt (może sto kilkadziesiąt) osób, z czego duża część to wieloletni zawodnicy, często pionierzy paralotniarstwa i ogólnie bardzo dobrzy piloci. Czy to jednak oznacza, że taki sposób spędzania wakacji jest dostępny jedynie dla garstki "miszczów" i innych super-herosów? Zdecydowanie nie! Trzeba się jednak pogodzić z faktem, że nie codziennie będziemy mogli latać, czasami trzeba przejść pieszo znaczne odległości a czasami poczekać na poprawę pogody.  Biwakowicz paralotniczy dla możliwości wycieczki po górach na odległość niedostępną dla pieszego turysty, musi się też pogodzić z pewną dozą niewygód, niepewnością miejsca gdzie znajdzie się dziś, jutro i pojutrze. Na pewno potrzebna do tego jest taka ... turystycznie-harcerska zaradność, rozważne podejście do latania i obycie z górami (tymi gdzie latamy lub podobnymi). Latając w Alpach czy gdzie indziej za granicą, na pewno wysoko w hierarchii potrzebnych umiejętności, jest znajomość lokalnego języka lub przynajmniej angielskiego.

Podstawową umiejętnością pilota, który myśli o lataniu biwakowym jest ... samodzielny wybór miejsca i czasu startu - wydaje się, że to jest dosyć podstawowa wiedza z kursu latania ale właśnie szkolne zasady nabierają nowego wymiaru, kiedy jesteśmy sami i zadani tylko na własne siły.

Większość pilotów startuje na co dzień z miejsc powszechnie uznawanych za odpowiednie, takich, które ktoś wcześniej przetestował, gdzie wiadomo, że start jest wykonalny i wystarczająco bezpieczny.  Często stoi tam jakiś rękaw lub inny wskaźnik wiatru. Jeżeli jesteśmy w okolicy, gdzie jest uczęszczane startowisko to zwykle warto skorzystać właśnie z niego, nie dlatego, że jest 'przetestowane' ale zwykle jest szansa, że spotkamy tam innych pilotów ... no chyba, że nie chcesz nikogo spotykać ...

Zbyt płaskie startowisko na południe ...
ale z wygodnym dojazdem i knajpą
Z drugiej strony, startowiska paralotniowe znajdują się często nie tam gdzie jest jakoś szczególnie świetne z powodów termicznych, żaglowych czy z powodu wyjątkowo bezpiecznego startu ale są to miejsca wybrane z powodów lotniczo drugorzędnych, takich jak: wygodny dojazd samochodem lub kolejką, położenie blisko knajpy czy schroniska (gdzie można wygodnie oczekiwać na warun), zgoda właściciela, itp. Wychodząc na górę pieszo, żeby wykonać jeden start w danym miejscu i już tam nie wrócić, zwykle nie musimy się przejmować takimi niuansami. Kluczowe za to jest, aby start był bezpieczny i łatwy technicznie - bo najczęściej nikt nam nie pomoże w rozkładaniu się, ani nie poprawi skrzydła zmiętoszonego przez wiatr.

Stok w miejscu gdzie się rozkładamy nie powinien być zbyt stromy (w Alpach zdecydowanie istnieją tereny porośniete trawą, które są zbyt strome do normalnego startu na paralotni), zbyt duże nachylenie nie tylko technicznie utrudnia start (skrzydło zsuwa się pod własnym ciężarem, po postawieniu jest przed pilotem) i jest potencjalnie niebezpieczne w przypadku konieczności jego przerwania (pilot zsuwa się w sposób niekontrolowany po zgaszeniu skrzydła) ale prowokuje takie zdarzenia jak szybkie, grawitacyjne, oddalenie się elementów wyposażenia (kasku, komórki, ...) poza zasięg wzroku właściciela. Organoleptycznie można to zbadać tak, że jeśli chodzenie w poprzek stoku sprawia problemy (potrzebne są stopnie) to znaczy, że jest zbyt stromo. Nachylenie zbocza Skrzycznego na wschód (startowisko strome) to 50-60 m wysokości na 100 m odległości (25-30 stopni, doskonałość 1,7-2,0). Jeżeli zbocze jest generalnie strome to zwykle można na nim wynaleźć miejsca lokalnie trochę wypłaszczone i tam się rozłożyć.

Miejsce startu powinno zapewniać szybkie i pewne odejście od stoku po starcie, nie może być zbyt płasko i nie powinno być przeszkód, które mogą nas po starcie zatrzymać (drzewa, druty, lampy, itp.)  - powieszenie się na drzewie jest zawsze ryzykowne ale zdecydowanie bardziej, kiedy nie ma potencjalnych ratowników w pobliżu. Nachylenie zbocza Żaru na południe w górnej części (startowisko bardzo płaskie) to 20 m wysokości na 100 m odległości (11 stopni, doskonałość 5,0). Jeżeli zbocze jest płaskie to wyszukujemy lokanego wystromienia i rozkładamy się przed nim, tak aby oderwać się w tym bardziej stromym miejscu.

Stopien nachylenia zbocza łatwo ocenić w/g mapy ale posługując się mapą, która właśnie kupiliśmy po drodze (mapy turystyczne w krajach alpejskich są zwykle bardzo dobre ... i dosyć drogie) warto uczciwie policzyć to nachylenie (zmierzyć odległość - sprawdzić na skali, policzyć poziomice - sprawdzić na skali) ponieważ mapy mają różne podziałki i różną gęstość poziomic, oceniając nachylenie 'na oko' na nieznanej mapie można się potem zdziwić w terenie.

Wiatr z tyłu nie pomaga w startowaniu ...
Na starcie powinien wiać wiatr z odpowiedniego kierunku i z odpowiednią siłą - brak wiatru (lub co gorsza wiatr z tyłu) co prawda nie uniemożliwia oderwania się ale powoduje, że start przebiega z duża prędkością (łatwo o urazy). Silny wiatr, z kolei, grozi startem niekontrolowanym, wleczeniem pilota po startowisku lub bardzo dynamicznym przebiegiem startu (gdzie łatwo o wystartowanie z karawatem lub podwinięcie skrzydła zaraz po starcie).

Ważne jest aby podłoże w miejscu startu było bezpieczne dla pilota i dla skrzydła (np. niska trawa albo twardy śnieg). Banalne skręcenie nogi eliminuje nas z dalszej wycieczki, nie mówiąc już nawet o braku pomocy w przypadku poważniejszych urazów a zwykłe wplątanie się glajta w kolczaste krzaki lub urwana linka - w warunkach kiedy jesteśmy sami, nie mamy zbyt wiele narzędzi i części zamiennych - może urosnąć do rangi poważnego problemu, który znacznie nas opóźni lub wręcz uziemi.

Po starcie powinniśmy być wystarczająco wysoko aby bez problemu znaleźć noszenia - lepiej zainwestować nawet dodatkowe kilkadziesiąt minut w podejście wyżej i znalezienie dobrego miejsca do startu, z którego polecimy daleko, niż wystartować z pierwszej polanki i paść pod góra.

Aby znaleźć to bezpieczne startowisko trzeba (często kilka godzin wcześniej) podjąć na podstawie mapy, prognozy pogody i wyglądu nieba, decyzję, na którą górę wchodzimy. Zasadniczo w Alpach i innych wysokich górach, kiedy jest pogoda do latania termicznego to "słońce rządzi wiatrami" i dlatego najczęściej startujemy i latamy po południowej stronie grani ... z wyjątkiem wyjątków. Trzeba uwzględnić porę dnia, która nastanie kiedy tam dojdziemy. Zbocze o wystawie wschodniej jest zwykle dobre na początku dnia ale po południu może nie być dobrym wyborem. Większośc startowisk odpowiednich do startu w warunkach termicznych można znaleźć w internecie w serwisach służących do zgłaszania przelotów. Z drugiej strony w lataniu biwakowym nie tylko loty termiczne pozwalaja pokonywać odległość, wieczorny zlot z duża różnica poziomów nie tylko oszczędza nogi ale z wykorzystaniem korzystnego wiatru i noszeń powstających wieczorem nad środkiem doliny w wyniku spływu chłodnego powietrza ze zboczy (zwykle slabych ale pozwalajacych utzymywać wysokość) może pozwolić na pokonanie klikunastu lub nawet kilkudziesięciu kilometrów.

W Alpach jest dużo miejsc odpowiednich do startu i nawet została wydana książka z opisem wielu z nich. Warto ją postudiować przed wyjazdem bo zawiera miejsca obecnie praktycznie nieużywane i mieć latajacego kumpla pod telefonem, który oprócz internetu z guglemapą ma również ją pod ręką. Występuje tam też dużo lokalnych zawisk wiatrowo-pogodowych, które powodują, że miejsca, które wydawałyby się idealne na podstawie mapy takimi nie są lub odwrotnie zbocza, które odrzucilibyśmy na pierwszy rzut oka są idealnym miejscem. Dlatego umiejetność wyboru startowiska jest wiedzą empiryczną (podobnie jak inne umiejetności paralotnicze) i nawet najlepsze przygotowanie teoretyczne nie zastąpi uczciwego treningu w prawdziwych warunkach ... no ale nikt nie mówił, że będzie łatwo ...

c.d.m.n.

Cześć 1.

12 marca 2013

Trasa XAlps 2013


Organizator XAlps 2013 ogłosił jak będzie przebiegała trasa wyścigu w tym roku. Pierwsze co rzuca się w oczy to mnogość punktów zwrotnych, bo jest ich aż 10 (w pierwszej edycji w 2003 roku były tylko 2). Ponadto są dwa punkty mocno na północ od głównej grani Alp: Zugspitze [4] w Niemczech i Interlaken [6] w Szwajcarii, przedzielone punktem w okolicach Bolzano[5] we Włoszech (czyli dosyć mocno na południe).

Zawodnicy zdecydowanie nie będą mieli lekko, trasa omija slalomem lotniska komunikacyjne więc jest szansa zobaczyć długie i ciekawe przeloty w poprzek grani Alp. W końcówce punkt zwrotny nr 9 w Saint Hilaire wymusza objęcie trasy przez Francuskie Alpy co, o ile pogoda pozwoli, daje nadzieję na długie loty finiszowe z kibicami (i cheerleaderkami :-)) na tym słynnym startowisku. Co prawda w poprzednich edycjach i tak zwycięzcy lecieli ta trasą, bez specjalnego punktu zwrotnego.

Drugim (a w zasadzie pierwszym - w kolejności od startu do mety) punktem zwrotnym, o podobnym charakterze, nie modyfikującym specjalnie trasy ale leżącym na popularnym startowisku, jest Wildkogel [3] w Austrii. Z Dachsteinu [2] trasa wiedzie więc przez dolinę Pinzgau - popularną paralotniową 'autostradę przelotowa' z kilkoma uczęszczanymi miejscami startu, z których zawodnicy na pewno będą korzystać - pod warunkiem, że pogoda w tym miejscu trasy pozwoli na latanie. Z Wildkogela [3] należy udać się na Zugspitze [4] (najwyższy szczyt Niemiec), po drodze jest Insbruck z lotniskiem komunikacyjnym i choć wewnątrz CTR jest używane startowisko lotniowo-paraloniowe (oznaczone na mapie VFR jako strefa niebezpieczna) to prawdopodobnie latanie tam nie będzie dozwolone (ciekawe jak ta kwestia będzie rozwiązana w finalnym regulaminie).

Widać, że organizator chce mieć wszystkich zawodników na tej samej trasie, bez taktycznych 'wybryków' typu polecenie zupełnie inna trasą i wymusza wizyty w miejscach gdzie można spodziewać się paralotniowych kibiców.

15 października 2012

Latanie biwakowe. Część 1. Sprzęt.

Na biwaku, 'vol' nie zawsze przebiega w idealnej pogodzie ...
Do napisania tego wstępu do "Poradnika młodego vol-bivaque-owicza" sprowokowała mnie niedawna dyskusja na grupie pl.rec.paralotnie. Mój punkt widzenia prawdopodobnie jest skrzywiony przez zboczenie zawodnicze, długoletnią przynależność do zbrodniczego KLiP-u, znienawidzonej Kadry i Aeroklubu Częstochowskiego (!) ale przynajmniej oparty o jakąś tam ekspieriencję. Dlatego postanowiłem napisać skrypt w konspiracji, żeby nie dowiedział się ten którego błędnego imienia nie wolno wymawiać w dobrym towarzystwie oraz inni ...

Red Bull XAlps, w początkach swojej historii, miał być czymś w rodzaju "mistrzostwa świata w lataniu biwakowym". Wyścigiem przez góry, ze startem z lodowca w Austriackich Alpach (gdzie w środku lata można jeździć na nartach) i metą na gorącej plaży (z palmami) w Monako. Ale w międzyczasie zrobiła się z tego impreza nastawiona mocniej na wyniki medialne; z wynikającymi z tego ograniczeniami i wymaganiami : np. obligatoryjne stroje zawodników, start zawodów na nogach w centrum miasta (zamiast startu z góry), zakaz poruszania się przy niskiej oglądalności (co zmusza do ścigania się przy wysokiej) itp. Ponadto obecność 'supportera', który biegnącemu 'atlecie', 'wymienia bidony' na punktach przy trasie, zapewnia mu informację i wszelkie wygody, mocno przesuwa ciężar wyścigu z 'taktycznej gry pilotów' w stronę machiny typu F1 z perfekcyjną organizacją zaplecza, planującego posunięcia oraz fizycznej wydolności zawodnika zdolnego te plany zrealizować.

Jak ja rozumiem latanie biwakowe? Na pewno nie jako zrobienie jednego 'zlota' po wejściu na szczyt pieszo, ale jako kilkudniowe latanie w górach (lub podobnym terenie umożliwiającym samodzielny start), na znaczne odległości, bez codziennych powrotów do 'bazy', bez lub z niewielkim wsparciem z zewnątrz. Co to są znaczne odległości? Takie, nie do pokonania w jednym locie. Czy można latać biwakowo w Polsce? Na pewno, tylko trzeba trafić kilka dni odpowiedniej pogody pod rząd ... żeby to było latanie.

Nie znam osobiście nikogo, kto uprawia tego typu latanie w 'czystej formie' i myślę, że nigdy to nie będzie szczególnie popularny sposób spędzania wakacji. Poza innymi uczestnikami XAlps (Pawłem Faronem i Filipem Jagłą) wydaje mi się, że nikt w kraju tego 'na poważnie' nie praktykował. Ale może się mylę? I może to się zmieni? Sam chętnie bym się powłóczył w ten sposób, bez presji na wynik, najchętniej w jakimś towarzystwie o podobnym (lub lepszym) poziomie sportowym.

Oczywiście jest możliwe po prostu wzięcie glajta w góry i polecenie w siną dal, ale ... 
  • normalny sprzęt niestety jest coraz cięższy co zdecydowanie psuje wrażenia z pieszych wędrówek, jak do tego dołożymy ubranie na każdą pogodę i wyposażenie turystyczne to się zrobi naprawdę ciężko, jakby miało jeszcze dojść jedzenie na tydzień ... to potrzeba szerpę. 
  • w naszej części świata musimy wiedzieć gdzie lecimy choćby tylko po to aby uniknąć miejsc, gdzie nie wolno, oraz tych gdzie to jest niebezpieczne lub bezcelowe - ze względu na występujące tam warunki  terenowo-pogodowe.
  • znajomość prognoz pogody nie tylko podnosi naszą sprawność = 'km w powietrzu' / 'km po ziemi' ale decyduje o naszym bezpieczeństwie.
  • środki techniczne pozwalające wezwać pomoc w każdym miejscu na świecie są standardem w takich bezpiecznych sportach jak żeglarstwo, wiec rezygnowanie z nich w sportach lotniczych jest ... lekkomyślne, a nasi bliscy też inaczej będą patrzyć na tego typu 'wariactwa' jak zawsze będą wiedzieć gdzie jesteśmy.
Wersja "vol bivaque European edition" jest zatem taka, że dbając o wlasne bezpieczeńtwo, korzystamy bez umiaru z lokalnej i globalnej infrastruktury (schroniska, kwatery prywatne, telefonia komórkowa, knajpy przy drodze, satelity GPS, stacje benzynowe, chaty za wsią, internet stacjonarny w knajpie, internet mobilny w telefonie, kumple na miejscu, żona w domu, itp. ...).

Bezpieczeństwo

Nie widzę powodu, żeby latanie tego typu traktować jak coś szczególnie niebezpiecznego czy ekstremalnego, oczywiście zakładając, że pilot jest rozsądny i odpowiednio przygotowany. Ze względu jednak na to, że 'zawodnik' leci w nieznane w trudnym, zwykle górskim, terenie i nie wraca, zdecydowanie należy wymagać aby jego pozycja geograficzna była komuś znana. Na pewno świetnym pomysłem ze względu na bezpieczeństwo (i potencjalnie zwiększającym osiągi) było by latanie parą, tylko taką parę dużo trudniej znaleźć niż dobrą żonę (wybór mniejszy).

W chwili obecnej za minimum sprzętu służącego do wzywania pomocy uważam lokalizator satelitarny (np. Spot) z 'live-trackingiem' (plus ktoś kto czasami patrzy na tracka - może być żona) i współczesny telefon komórkowy z zapasem baterii i ewentualnie też z jakimś live-trackingiem.

Na XAlps dodatkowo wymagany jest zestaw czerwonych rakiet i reflektor radarowy Recco (w Alpach ma on duży sens bo helikoptery ratownicze mają odpowiednie nadajniki, gdzie indziej ... mniejszy). Zapas (spadochron ratunkowy), kask i protektor w uprzęży też są zdecydowanie niezbędne, rezygnowanie z tego w imię odchudzenia sprzętu uważam za ... przesadę - oględnie mówiąc.

Sprzęt do latania

Sprzęt powinien być lekki ale zapewniający osiągi i komfort
Sprzęt, który mamy nosić na plecach na duże odległości powinien być maksymalnie lekki. Wydawało by się, że to oczywiste, ale większość osób, nie docenia wagi niskiej wagi plecaka (ja też tak miałem). Tym, którzy nie wierzą na słowo ("ja chodzę po górach z 30 kg plecakiem") polecam 30 km spacer w weekend z glajtem na plecach a potem taki sam na lekko. Z drugiej strony ma to być sprzęt, zapewniający odpowiednie osiągi do wykonywania dalekich przelotów oraz komfort wielogodzinnego latania, bo przecież tym ma się to różnić od wycieczki po górach, że chcemy daleko polecieć. Niestety te dwa warunki są sprzeczne, trzeba wybrać jakiś kompromis.

Skrzydło

Chyba tylko Ozone ma w tej chwili pełna ofertę skrzydeł certyfikowanych od B do D w lekkim wykonaniu ale ... różnica pomiędzy normalnym skrzydłem a taki samym 'lekkim' to tylko ok. półtora kilograma ... a  taki lekki glajt jest zdecydowanie delikatniejszy. Ja zawsze latałem na normalnym glajcie (2003 Nova Radon, 2007 Sol Tracer) ale nie z powodów 'ideologicznych' tylko z powodu ograniczeń finansowych oraz faktu, że jednocześnie starałem się ścigać w regularnych zawodach. Ponieważ XAlps 2013 ma w regulaminie ograniczenie tylko do skrzydeł certyfikowanych to może coś więcej się pojawi na rynku. Paralotnie naprawdę lekkie - te przeznaczone do zlatywania z gór nie leżą w zakresie mojego zainteresowania - to ma być szybowiec, nie spadochron! Ale to jest mój skrzywiony punkt widzenia, ktoś kto chce latać średnio 25 km w Alpach (a nie 125 km) może być zadowolony z glajta, który ma wydłużenie 3,5 w rzucie i waży 3,5 kg w męskim rozmiarze.

Uprząż

Ekwipunek XAlps'03, z lewej strony
pilota widoczna fabryczna, żółta rączka
zapasu. Lekkie, aluminiowe zapięcia
pasów. Dorobiony, delikatny podnóżek.
Szczątkowy kokpit na taśmie piersiowej,
a telefon ... w bezpiecznym miejscu.
Nie widziałem jeszcze uprzęży do tego typu latania, która bym mi się naprawdę podobała, choć jest wyraźny postęp. Lightness Advance-a wygląda prawie dobrze - tylko: bagażnik za mały, niepotrzebnie łączenie ze skrzydłem jest na karabinki (a nikt normalny i tak skrzydła nie odpina), pod dupą nie ma 'deski' (a taka airex-kevlar-epoxy ważyła by kilkadziesiąt gram) no i przede wszystkim nie ma prawdziwego protektora.

Większość super lekkich uprzęży ma takie wady i dodatkowo często nie ma uczciwego punktu do mocowania zapasu, panelu do przyrządów nawigacyjnych, nie ma porządnie zrobionego speeda ani 'pokrowca' na nogi. A w przypadku latania w Alpach, zdecydowanie schowane nogi są potrzebne dla zapewnienia komfortu termicznego w lotach na dużych wysokościach bez potrzeby noszenia ciężkiej odzieży (taki 'pokrowiec na nogi' może być zdecydowanie lżejszy, cieplejszy i bardziej wygodny w stosowaniu niż ciepłe spodnie).

Ja w 2003 roku używałem zwykłej uprzęży siedzącej, starego typu, trochę przerobionej (z uciętymi  i zaszytymi zbędnymi regulacjami, z dołożonym piankowym protektorem i lekkim podnóżkiem - ciężar ok. 2.5 kg) a w 2007 Woody Valley XAlps (fabrycznie z air bagiem) + front kontener z zapasem służący jak pulpit pod elektronikę - zastaw trochę cięższy ale zdecydowanie wygodniejszy w locie i mniejszy po złożeniu.

Zapas czyli (nie bójmy się tego słowa) spadochron ratunkowy.

Po starcie w Woody Valley XAlps'07.  Wygodna, półleżąca
pozycja pilota, fabryczny podnóżek. Air-Bag już pełny
ale ogonek się jeszcze nie nadął ...
Kilka firm oferuje bardzo lekkie spadochrony ratunkowe niestety raczej na lekkich pilotów jednym z takich małych producentów jest Tomasz Brauner. Zapas ma być prosty w montażu do uprzęży i dać się poskładać jednoosobowo na trawie.

Spadochron powinien być mocowany do uprzęży w taki sposób aby po otwarciu zapewniał bezpieczną (pionowa) pozycję przyziemienia, mocowanie zapasu do tego samego punktu konstrukcyjnego co skrzydło jest, w moim inżynierskim odczuciu, idiotyzmem. Duża część lekkich uprzęży nie ma takiego punktu do zamocowania zapasu! Do łączenia zapasu z uprzężą WV stosowałem gotowe taśmy alpinistyczne z dyneemy (lekkie i z testowaną wytrzymałością).

Kask

Głośny ale lekki kask narciarski, z tyłu w pełni nadęty ogonek ...
Naprawdę lekki kask narciarski daje się trafić w sklepie. Mój XAlp-owy, typu styropian + folia, okazał się nieprzyzwoicie głośny w czasie lotu, ciężko to poprawić a w innych zastosowaniach to nie przeszkadza, używam go do dziś ale nie do latania. Kilka osób latało w kaskach rowerowych, które są jeszcze lżejsze.

Wymóg stosowania w zawodach kasków "z certyfikatem" skutecznie wyciął z rynku drobnych producentów kasków wyczynowych, robionych z porządnych materiałów, więc na naprawdę lekki kask w pełni paralotniowy nie liczył bym w najbliższym czasie, może jeszcze zabytki z włókna węglowego ktoś znajdzie.

Plecak

Plecak musi być dopasowany do tego co chcemy w nim nosić czyli do reszty sprzętu. Do noszenia najwygodniejszy byłby wygodny plecak turystyczny, ale z drugiej strony wszelkie usztywnienia źle się pakują do bagażnika uprzęży. Waga samego plecaka też jest istotna w całości. Ja używałem lekko przerobionych (możliwość kompresji do mniejszych wymiarów, ucięte zbędne rzeczy) plecaków paralotniowych (NOVA i Aeros) bo takie miałem i nosiłem normalne, duże po złożeniu skrzydło więc potrzebowałem dosyć dużej objętości, ale to nie było chyba optymalne rozwiązanie.

W następnych odcinkach:

  • Poziom zaawansowania pilota, czyli kiedy można zacząć się w to bawić (część 2)
  • Nawigacja i meteorologia, przed i w czasie wycieczki
  • Taktyka lotu biwakowego i chodzenia z ciężkim worem
  • Przygotowanie fizyczne, czyli jak zrobić, żeby to nie był obóz karny ale przyjemność
  • Teoretycznie możliwe, duże trasy w Europie, czyli moje tajne marzenia

31 sierpnia 2009

Paralotniowe Mistrzostwa Polski 2009

Zakończyły się tegoroczne Paralotniowe Mistrzostwa Polski rozgrywane w Słowenii w Alpach Julijskich. Odbyło się 5 konkurencji.

Mistrzem Polski został Rafał Łuckoś, pierwszym wicemistrzem Michał Gierlach, drugim wicemistrzem Wojciech Maliszewski ...

22 lipca 2009

Red Bull XAlps

Najbardziej popularna wśród kibiców impreza paralotniowa na świecie właśnie się "dzieje". Na razie bez niespodzianek - w czubie 3 Szwajcarów, Francuz i Amerykański Czech. Polski reprezentant Filip Jagła na razie nie miał szczęścia ale jeszcze 666 km szansy przed nim.