27 maja 2010

World Cross Country (XC) Online Contest - czy to działa?

FAI zachciało mieć swój Online Contest, zaprzyjaźnieni koledzy to "wystrugali" (technologicznie to to samo co "nasze" XCC) tylko ... jakoś nie bardzo rozumiem jakie są zasady. Kiedy loty tam są a kiedy nie. W listopadzie na czele była Kamira, na wiosnę ja coś tam poleciałem i wysunąłem się na prowadzenie (wcześniej miałem 5 lotów)  potem "znagła" pojawiło się na liście wyników dwóch Szwajcarów przed nami (z lotami z listopada z Brazylii). Później ci Szwajcarzy zniknęli magicznym sposobem i znowu ja zostałem liderem.

Dziś (lub jakoś niedawno - nie zaglądam tam codziennie) na prowadzeniu pojawił się Niemiec o polsko brzmiącym (przynajmniej po części) nazwisku  Rubin Berek Pisarek. Z koronnym, pięknym, 204 km prawie trójkątem zrobionym w tym samym rejonie co przeloty Muzyka i Spike-a.

Jakoś Czeski serwer lepiej działa i mimo, że nie oficjalnie World to jest bardziej internacjonalny niż ten internacjonalny.

27 kwietnia 2010

Beskidzka Sobota

Pogoda na sobotę zapowiadała się świetnie. Umówiłem się na wyjazd do Szczyrku z Grześkiem (z konkurencyjnego ale zaprzyjaźnionego teamu Sky-Country), pojechał z nami też Remigiusz. Kolejka na Skrzyczne nie jeździ ale jeżdzą koledzy glajciarze swoimi pojazdami 4x4. W Szczyrku przy transporcie spotkalismy Roberta. Ja zasadniczo to bym poszedł pieszo ... tak dla zdrowia. Na startowisku czekał już Łukasz (który właśnie kondycyjno-zdrowotnie podszedł do tematu). Skrzyczne jest fajnym miejscem kiedy nie ma tłumów turystów i glajciarzy, zdecydowanie polecam.

Na FIS-ie leżało jeszcze trochę śniegu. Wiatr nie wiał z żadnego konkretnego kierunku i choć na niebie były już Cu to nikt nie spieszył się ze startem. Kiedy wystartował Łukasz i wykręcił się, ruszyli też inni. Robert i Grzesiek startowali przede mną. Robert wykręcił się szybko i odszedł na trasę, Grzesiek został niewiele ponad szczytem kiedy ja startowałem. Początek był trudny i spadłem nisko nad Jaworzyną ale udało mi się złapać jakieś konkretne noszenie. Powyżej mnie doleciał do komina Grzesiek, szybciej zrobił podstawę i odszedł wzdłuż grani w kierunku Baraniej Góry. Dogoniłem go dopiero na trawersie Baraniej. Podstawy sięgały 2500 m ale noszenia były daleko od siebie, kominy miały bardzo ciasne centra i było dosyć turbulentnie. Lecielismy razem z Grześkiem w niewielkiej odległości, na południowych stokach Baraniej Góry przez chwile polatal z nami szybowiec.

Po doleceniu nad Wielkią Raczę skręciłem na wschód licząc, że przy tak słabym wietrze uda się nam wrócić na Skrzyczne. Niestety brak było chmur w kierunku Babiej Góry (widziałem dwa glajty w tamtym kierunku ale niżej od nas i nie wyglądało, że jest tam łatwo) za to ładnie wygladała Słowacja dlatego skręciłem na południe. Nad Słowacją znowu widzieliśmy szybowce ale w wiekszej odłegłości. Lecielismy dosyć wolno i nad Ruzomberokiem wyglądało, że raczej nie damy rady przelecieć nad Niskim Tatrami ani przeskoczyć nad Wielką Fatrę gdzie jeszcze były chmury, dlatego polecialem wzdłuż doliny prowadzącej do Liptowskiej Osady, po drodze dosyć mocno dusiło wiec prawdopodobnie dało się gdzie znaleźć jeszcze noszenie ...

Grzesiek lądował koło mnie kilka minut później. Robert przyslał sesemesa, że wylądowal koło Kubina i jest w knajpie w Rużomberoku. Remigiusz obiecał po nas pojechać, pomimo braku dowodu rejestracyjnego do samochodu (Grzesiek miał go przy sobie ;-)). Do Rużomberoka dowiózł nas słowacki narciarz ski-turowy. Zrobiło się już ciemno i zamknięto już hipermarket pod którym 'biwakowaliśmy' kiedy nagle i znienacka zajechał Ford Focus z uśmiechniętymi gębami Bubusia, Sapera i Gaździny. Paweł zaleciał z Żaru pod Bańską Bystrzycę czyli ze 40 km dalej. Już planowaliśmy małą imprezkę ale dojechał Remigiusz mercedesem i włączył nam się tryb szybkiego powrotu do żon i dzieci. Ja byłem w domu o już o pierwszej ... trzydzieści.

Mój track.

7 kwietnia 2010

Trofeo Montegrappa 2010

Trofeo Montegrappa to zawody lotniowe i paralotniowe o najdłuższej chyba tradycji w Europie (a może i na świecie?) pierwszy "Meeting Internacionale di Volo Libero" odbył się w Bassano del Grappa w Wielkanoc 1982 roku. Przez lata organizatorzy się zmieniali, jak również wielkość i rozmach imprezy, stały pozostawał termin (Wielkanoc) i miejsce (masyw Monte Grappa). W tegorocznych zawodach startowało 141 paralotniarzy, 87 lotniarzy 'klasycznych' i 9 lotniarzy 'sztywnopłatowych'. Na liście wyników można znaleźć takie nazwiska jak Luca Donini, Jimmy Pacher, Manfred Ruhmer czy Toma Coconea.

Rozegraliśmy dwie konkurencje: w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę. W piątek podstawy sięgały ponad 2000 m i organizator dał nam polatać w rzadko odwiedzanym rejonie Monte Sumano. Na szczycie tej góry znajduje się wielki krzyż ze stali nierdzewnej z figurą Chrystusa. Pamiętam jak kiedyś, też w Wielki Piątek, wykręcałem się nad tym krzyżem i nad modlącymi się tam ludźmi. Tym razem jednak paralotniarze byli jedynymi pielgrzymami. Następnym punktem zwrotnym był zamek w Marostice a potem inny piekny obiekt sakralny - bazylika w Posagno i dolot do mety. Ze względu na tłok na startowisku spóźniłem się poważnie na marker startowy i leciałem cały czas w ogonie stawki. W powietrzu było zimno i po doświadczeniach z kite-owania leciałem w goglach narciarskich, o ile komfort cieplny miałem wyraźnie poprawiony to opływ kasku z goglami bardzo pogorszył mi akustykę, do tego stopnia, że słabo słyszałem wariometr.

Druga konkurencja odbyła się przy rosnącym zachmurzeniu i słabnącej termice. Ostatnie dwa punkty zwrotne umieszczonie były na płaskim terenie (Asolo i Villa Negre) co wymagało ostrożnego latania w końcówce trasy. Tutaj poszło mi wyraźnie lepiej, starałem się utrzymywac kontakt z czołówka przez całą trasę i na mecie byłem ok. 5 minut po zwycięzcy.

Kasia Gruzlewska-Łosik wygrała klasyfikacje kobiecią a bardzo dobre, 24-te miejsce, zajął Paweł Kumorek z konkurecyjnego Teamu CrackAirs (czyt. Krakers).

Task 1
Task 2

8 lutego 2010

40 km

W sobotnie popołudnie jeździłem po jeziorze w Imielinie. Spotkany na parkingu wędkarz twierdził, że lodu jest ponad 30 cm (hmm, liczyłem na więcej, na teraz to wystarczy ale na wiosnę ...). Jacyś ludzie jeździli quadami ciągnąc narciarzy i snowboardzistów, jakbym nie miał latawca to też w sumie niezła zabawa ...

Spodziewane (w/g prognozy z new.meteo.pl i windguru) nasilenie się wiatru pod koniec dnia wystąpiło ale nie "aż tak" żeby zaowocowało to jakąś ładną prędkościa. Chyba wiecej zabawy miałbym jeżdżąc po bardziej urozmaiconym terenie. Jazda po polach daje możliwość spotkania zwierząt, no i trzeba sie skupić, bo są przeszkody terenowe.

No ale te 40 km sladów które zostawiłem na jeziorze też było fajne :-).

26 stycznia 2010

Snow-kite-owanie na siarczystym mrozie.

Kajt-narciarz. fot. PawełNa południe od miejscowości Polanka Wielka jest piękne miejsce do kajtowania (w połowie drogi do Głębowic). Teren nie jest całkiem płaski, więc nie jest monotonny, a miejsca jest duuużo. Niedzielna 'sesja' przy słonecznej pogodzie, wietrze od 3 do 6 m/s i tempertaturze około (minus) -15 stopni, zaowocowała czterogodzinnym 'najazdem' i kilkoma zdjęciami (operowanie aparatem fotograficznym w tej temperaturze nie jest specjalnie wygodne). Najpierw było tam dwóch nieznanych mi osobiście kajciarzy, potem jeździłem trochę samotnie, a potem przyjechali Tomek i Paweł.

Goretex przymarzł mi do polara, na szczęce kasku zrobiła się lodowa skorupa, ... , dwa razy wylądowałem 'na ryju', ... ech pięknie było! Tomek oprócz kajta (kitesport Arctic 10.0), na którym dał się 'karnąć' (moja ocena *****) zabrał też model paralotni - 'on lata'!

21 stycznia 2010

Blog roku - Młoda prowadzi!

Mary(sia) i Marcin zwolnili się z pracy pojechali do Azji na czas jakiś ... no i piszą bloga www.swiatoobrazy.pl pełnego pięknych zdjęć.

Dziś po pierwszym etapie konkursu Blog Roku 2009 prowadzą w kategorii "Podróże i Szeroki Świat". Niech im Azja będzie przyjazną.


3 stycznia 2010

Słaby początek ...

Dziś udało mi się troche pojeździć na nartach z kitem. Śniegu na lotnisku w Gliwicach było trochę mało ale miał przyjemnie miekką konsystencję, niestety wiatru było jeszcze mniej. Jak już się jechało to przynajmniej tak jakoś fajnie lekko. Niestety tego jechania nie było za dużo, no ale zawsze to coś w porównaniu z okresem świąt kiedy było szaro, ciepło i deszcz padał. Na lotnisko pojechałem z psem, wrócił należycie zmęczony :-).
Zdjęcie z archiwum.

27 listopada 2009

No i koniec wycieczki


Jutro wracamy. Dziś też nie udało się nam polatać, choć niebo wyglądało pięknie ale wiało w porywach ponad 50 km/h. O ile bywały chwile kiedy dało by się wystartować to potem są jeszcze góry do przelecenia. Część lotniarzy też zjechała na dół ... cóż zmarnowane okazję się mszczą ... Lotniarze, którzy dają radę latać w tych warunkach polecieli dziś ok. 380 km.

Na obrazku widok z hotelu na niezbyt łaskawą górkę.

XCeara Open Classic 2009, to najdroższe zawody na świecie, może to, że robią je po raz (akurat q..a teraz!) 13-ty ma coś do rzeczy? Nie ma tutaj żadnej informacji meteo, żadnych biefingów, wyniki można czasami podejżeć u tego kto je liczy, dyrektor zawodów 'dał dyła' już w drugi dzień co prawda nie był do niczego potrzebny bo wszysko się kręci. Tyle fajnie, że we wpisowym jest najlepszy hotel w okolicy. W hotelu podłoga jest z jurajskiego kamienia z dużą ilością skamieniałości.
Wczoraj byliśmy na wieczornym spacerze. Po drodze minęliśmy rój pszczół zapewne tych brazylijskich pszczół morderców, ale ponieważ to był zachód słońca to nie były specjalnie ruchliwe. Na górze nad hotelem Almeida buduje sobie dom. Jest tam też startowisko dla glajtów i rampa dla lotni.