28 marca 2011

Lewanter

Kiedyś napisałem, że jacht żaglowy to taki szybowiec postawiony na boku, pojechałem sprawdzić tą teorie w praktyce razem z lotniczą załogą. Załoga była dzielna, wiatr wiał, morze się trochę na nas burzyło ale 'trzymaliśmy się trzonka od steru', 'podziwialiśmy okoliczności przyrody' i 'daliśmy radę'. Za resztę (chiński wok w Hiszpanii, Guinesa na Gibraltarze ... i latający dywan w Maroku) zapłaciliśmy Visą.

Bandera niby nie nasza ... ale za to widać krzywiznę Ziemi!
Przez chwilę mieliśmy tylko pierwszy ref na grocie ... przez chwilę!
Na kawałku foka też było całkiem szybko.

Na trawersie Torre de Gracia, fajnie wiało i bez dużej fali.

27 lutego 2011

Spacer z psem

Byłem dziś na spacerze z psem. Wczoraj byłem na takim samym spacerze bez psa i oceniłem, że w tych warunkach powinień dać radę ... i dawał! Nawet mnie wyprzedzał czasami. Wiatr słaby 2-3 m/s, lód solidny ok. 20-25 cm i 2 cm śniegu. Predkości bardzo turystyczne 5-35 km/h ale można było zwiedzić całe jezioro.


27 listopada 2010

24 listopada 2010

Peson w Argentynie polecial 1375 km


Tutaj jeszcze bez banana na twarzy
ale na niebo patrzy wzrokiem zawodnika
... i oczywiście pochwalił się od razu. Sebastian Kawa napisał na swoim blogu: "Piotr wczoraj przekroczył dość znacznie wyniki dwóch rekordów Polski nalot na szybowcach zwiększył o 20%, życiowy nalot kilometrów – dwukrotnie. Po locie z twarzy nie ustępował banan uśmiechu".
Mój kolega z pracy oglądając bloga Młodej i Marcina powtarzał "ja ich nienawidzę", dzisiaj ja to napisałem Pesonowi na skype ... i ta średnia 145 km/h ...

Link do lotu na OLC.

27 października 2010

Polak ściga się dookoła świata.

Polski żeglarz Zbigniew Gutkowski (pseudonim Gutek) startuje w regatach dookoła świata. W ciągu 10 dni wyścigu wydarzeń było aż za wiele (poczytajcie u
źródła

).

Polak nie był faworytem ale przez kilka pierwszych dni prowadził stawkę. Obecnie jest drugi i po dziesięciu dniach żeglugi zbliża się do równika.

Jacht żaglowy to taki szybowiec postawiony na boku, który ma małe skrzydła w wodzie a duże w powietrzu. Poza tym to w zasadzie to samo.

Trzymam mocno kciuki!

20 września 2010

Widziałem orła cień ...

... dokładnie to Bielika, który podobno detalicznie-ornitologicznie to orłem nie jest tylko orłanem, od orła większym. No ale w każdym razie to najbardziej prawdopodobny protoplasta tego z godła naszego cipióra.

Wykręcił się skubany z parteru i tyle go widziałem.

23 sierpnia 2010

Kierunek wschód (tam musi być jakaś cywilizacja)

Sobotnia Pilica
Jako, że nieoczekiwanie nigdzie dalej nie wyjechałem, w weekend pojechałem na moje rodzinne lotnisko w Rudnikach koło Częstochowy gdzie zaczynałem przygodę z termicznym lataniem ... no kiedyś tam. W sobotę jechałem tak trochę bez przekonania bo w/g prognoz miało wiać z południa i zapowiadała się termika bezchmurna. Za pierwszym holem się nie 'zabrałem' za drugim wyczepiłem się prawie w kominie i potem jakoś poszło ... Leciało mi się w sumie fajnie choć dosyć trudno, bo rzeczywiście na niebie nie było ani śladu Cu a inwersja ograniczała pionowy zasięg noszeń do ok. 1300 m nad ziemią. Wiało słabo z południowego zachodu, tam gdzie się dało starałem się lecieć maksymalnie na wschód żeby zawczasu ominąć 'strefy'. Podstawowa taktyka na płaskim na bezchmurnej to 'wlecieć nad środek największego lasu w okolicy' co na paralotni jest dosyć emocjonujące ;-). po drodze przekroczyłem Pilicę i w podziwiałem z daleka Zalew Sulejowski. Pod koniec dnia termicznego doczołgałem się w okolice Opoczna. Stopem udało mi się dostać do E75 i już nawet miałem następnego 'stopa' jadącego do Bielska ale wcześniej wyjechał po mnie moim samochodem Paweł uczący się u Waltera latać.

Niedzielna Pilica
W niedzielę pogoda zapowiadała się podobnie ale trochę nieoczekiwanie, niebo zrobiło się cumulusowe a wiatr bardziej zachodni (czyli łatwiej lecieć bardziej na wschód) i ciut silniejszy. Tym razem nie byłem jedynym przelotowcem-wyczynowcem, przyjechał też Whitey. Znowu nie zabrałem się za pierwszym holem a Bioły poleciał ... za drugim razem trafiłem w dobre noszenie i dosyć szybko doszedłem go na trasie. Walterowi kursanci zaczęli odlatywać z lotniska i lądować po okolicy. O ile w rejonie lotniska noszenia były dobre to dalej zrobiło się dosyć słabo. Lecieliśmy z Biołym parą i nawet nieźle nam to szło gdzieś tak przez pierwsze 50-60 km. 

Biała Wieża na kursie
Potem lecieliśmy już trochę luźniej i Whitey odstał trochę, zaczęliśmy ustalać wzajemne położenie na podstawie obiektów na ziemi: była 'Biała Wieża', 'Wiatraki' i 'Jeziorko z Żaglówkami w środku Wielkiego Lasu'. Łajt w końcu powiedział, że ląduje na 80 km w okolicach Końskich i że postara się zorganizować powrót. Ja poleciałem przez 'Wielki Las', chmury (złośliwie chyba) robiły się nad środkiem terenów nie nadających się do lądowania. W okolicach Radomia coś tam jeszcze złapałem słabiutkiego, końcówkę leciałem z wiatrem starając się dobić do równej cyfry 150 km co nastąpiło jakieś 50 m nad ziemia, zrobiłem zakręt pod wiatr na wysokości czubków drzew i wylądowałem na niewielkiej łączce przy chałupce pod lasem ... od razu rzuciły się na mnie komary, potem przyszedł gospodarz z dwoma psami, rozdzwoni się telefon ...

Do Radomia dojechałem Polonezem z miejsca lądowania. Na dworcu w Radomiu poznałem lokalny koloryt (dasz 90 groszy na piwo? Tylko 90 groszy, nie 9 złotych ...) Z Radomia na lotnisko, długo jechaliśmy z Łajtem i Adrianem - kolegą Łajta, który akurat przypadkiem wracał z Kielc do Gliwic no i zgodził się pojechać przez Radom, Piotrków, Częstochowę - DZIĘKUJĘ!

2 sierpnia 2010

Rajd dookoła oligoceńskiego wulkanu.

Whitei na trasie.
Po sobotnim wyjeździe do Michałkowa, gdzie pogoda wykazała się wyjątkową złośliwością i zbudowała piękne cumulusy ... ale 5 km na północny-zachód od lotniska, postanowiliśmy zaskoczyć ją i polatać bliżej domu. Przejechaliśmy  'autobaną' przez wulkan i heja ... zrobiliśmy kilka holi ale bez sukcesów. W końcu  jako pierwszy zabrał się Whitei, z parteru, prawie nad startem. Ja byłem następny w kolejce, 'strzeliłem się' pod koniec holu w kominie. Początkowo noszenia były słabe, kominy wąskie i krótkie, powietrze lekko zamglone, widoczność ok. 10 km, blisko chmur spadająca wyraźnie, co nie pomagało w podejmowaniu decyzji taktycznych bo nie było widać następnej chmury ani nawet jej cienia na ziemi.

Nisko nad "stumilowym lasem"
Lecieliśmy z 'Łajtem' na południe z zamiarem zrobienia trójkąta (wulkan został po lewej). Po przeleceniu Odry spadliśmy dosyć nisko ale udało się nam odbić od ziemi. Miałem trochę za głośno ustawione radio (i schowane z tyłu uprzęży), i o ile korespondencja z kolegami była OK to transmisje odbierane z Czantorii, Czarnej Góry i cholera wie jeszcze skąd obijały mi się echem po kasku, w końcu wyciągnąłem za kabelek jedna słuchawkę z kasku i głośność zrobiła się znośna.

Autostrada ...
Na trawersie Kędzierzyna-Koźla dogonił nas Negro. Pogoda wyglądała na lepszą w kierunku Śląska (tego Górnego, znaczy) dlatego skręciłem w lewo, chwilę leciałem pod szlakiem centralnie nad miastem, potem wypadłem spod szlaku i okazało się, że na wprost, w kierunku "stumilowego lasu", chmury się rozpadają, skręciłem bardziej w lewo w kierunku autostrady. Zabrałem się z parteru (200 m) nad niewielkim laskiem. Whitei niestety przyleciał tam za nisko i został, mi padło radio (uff, cisza). Negro wybrał inna trasę i spotkaliśmy się nad autostradą w miejscu gdzie słynna z telewizji trąba powietrzna wyłamała kawał lasu i poprzewracała samochody. Zawróciliśmy w kierunku lotniska. Najlepszy komin dnia złapałem na północnych stokach wulkanu o 16:45! Powietrze zrobiło się bardziej przejrzyste, piękne Cu ... tylko późno już ... Z powietrza podziwiałem lotnisko modelarskie, robiłem zdjęcia i stwierdziłem, że własnie obleciałem wulkan dookoła ... po raz pierwszy w życiu, tylko dlaczego nie zrobiłem wulkanowi ani jednego zdjęcia?


PS.
Wylądowałem na łące zaraz za płotem lotniska, składam się, kiedy przyszedł do mnie miejscowy młody człowiek, lekko tylko znietrzeźwiony, jego kolega został w bezpiecznej odległości ...
- No co tera, 'panie majster'? Jak stąd polecicie? - zagaił.
- Nie będę leciał, dzień się skończył trzeba do domu wracać ...
- A to na benzynę wam chodzi?
- Nie, to na adrenalinę ...
- A bo ja widziałem takie na benzynę.

15 lipca 2010

Wrażenia w Beskidu Wyspowego ...

W weekend pojechałem z Francuzem na Puchar Beskidu Wyspowego, bo bardziej na wschód miała być lepsza pogoda niż w Beskidzie Śląskim. W sobotę rzeczywiście było widać chmury ale jeszcze ze 30-40 km na wschód od Skrzętli gdzie było startowisko. Skrzętla (Skrzętla to miejscowość w pobliżu startu a nie góra) to nie jest wymarzone miejsce startu ani ze względu na dosyć trudne warunki terenowe na samym starcie ani z powodu lokalnych warunków termicznych. Jest  to idealne miejsce to delikatnego pożaglowania sobie na wspieranym termiką żagielku przy niezbyt silnym północno-wschodnim wietrze.

Zdecydowane kominy odrywają się na zawietrznej startu lub na przedpolu góry także 'zabranie się' wymaga pewnej wprawy w termicznym lataniu. Ze startu widać lotnisko w Łososinie Dolnej (od zawsze chciałem tam przylecieć ze Skrzycznego) oraz Jezioro Rożnowskie. Szybowce w kominach mogą być dodatkową wskazówką dot. miejsca występowania noszeń ;-), oni pewni to samo mówią o glajtach.

W sobotę poleciałem 22 km z wiatrem na bezchmurnej termice, na 1500 m wykręciłem się dopiero na zawietrznej, zawietrznego do Skrzętli, wyższego pasma - Chełmu. Potem jeszcze raz wykręciłem się z parteru ... no i to było na tyle - lądowałem we wsi Wola Piskulina w okolicach Łącka (tak, tak tego od śliwowicy łąckiej). Danek i Spike polecieli dwa razy dalej.

W niedzielę od rana było dużo chmur ale 'zabranie się' nie było wcale łatwiejsze, gorąco jak dnia porzedniego. Za pierwszym razem padłem pod górką a Heniu poleciał. Potem jeszcze przerwałem start i wylądowałem w 'małych krzaczorach' pod startowiskiem (start przerwałem, żeby się nie znaleźć w 'dużych krzaczorach'). Zaleciałem w okolice Rabki (i tam padłem) kiedy Heniu przez radio meldował, że jest nad Żywcem! Chwilę wcześniej w okolicy lądował też Pająk dzięki któremu dotarłem szybko z powrotem na start (dzięki!) i mogłem pojechać po Francuza, który zaleciał do Krościenka nad Dunajcem.

Zdjęcie z galerii Pawła.